PREMIERA

2012.03.13

CANAL+ PREMIUM

Sen

Bi-mong

Korea Południowa, 2008

reżyseria:

obsada: , , , ,

gatunek:

czas trwania: 95 min

Ocena filmu

0.00

Opis

W sennym koszmarze Jin (Jô Odagiri) doprowadza do wypadku samochodowego i ucieka z miejsca zdarzenia. Będąc pod wrażeniem intensywności wizji, udaje się na skrzyżowanie, na którym doszło do kraksy. Okazuje się, że zdarzenie miało miejsce w rzeczywistości, ale kamery monitoringu jednoznacznie wskazują, że zbiegłym kierowcą jest nie on, a kobieta o imieniu Ran (Na-yeong Lee). Kiedy policja udaje się do jej mieszkania, podejrzana całkowicie zaskoczona utrzymuje, że w czasie wypadku spała w swoim łóżku.

Jin, mimo twardych dowodów policji, czuje się odpowiedzialny za kolizję i chce wziąć winę na siebie. Wkrótce wychodzi na jaw, że Ran lunatykuje. Co więcej, między umysłem kobiety i mężczyzny istnieje tajemnicza, metafizyczna łączność. Podczas gdy Jin śni o intymnych spotkaniach ze swoją byłą dziewczyną, Ran nieświadomie realizuje jego sny, odwiedzając odtrąconego kochanka. Jin próbuje całkowicie zrezygnować ze snu, by uchronić kobietę przed coraz groźniejszymi skutkami dziwnej zależności.

W twórczości KIM KI-DUKA, uznawanego za najciekawszego obok Park Chan-wooka południowokoreańskiego reżysera, motyw snu jest stale obecny. W jego alegorycznych, otwartych na interpretacje filmach realność niezauważenie przechodzi w fikcję, miłość w okrucieństwo, a przeszłość miesza się z teraźniejszością. "Gdyby nie moje sny, nie zostałbym reżyserem. Kiedyś pracowałem w fabryce, a moje życie było bardzo ciężkie. Dużo wówczas rozmyślałem, snułem różne fantazje. Z nich wzięły się potem moje filmy" - opowiadał Ki-duk na konferencji prasowej wrocławskiego festiwalu Nowe Horyzonty.
"Sen" to piętnasty film w dorobku kontrowersyjnego artysty, który zadebiutował w 1996 roku niskobudżetowym, mrocznym "Krokodylem". Choć ukończył Wydział Sztuk Pięknych w Paryżu i nie posiada filmowego wykształcenia, twórca "Pustego domu", "Samarytanki" i "Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna" uchodzi na filmowej mapie świata za reżysera o wyrazistym, autorskim stylu. Szybkie tempo pracy, które sobie narzucił i które przez lata utrzymuje, nie wpływa na jakość jego filmów regularnie docenianych na najważniejszych festiwalach filmowych: w Cannes, Wenecji, Berlinie czy Locarno. Na dłuższy rozbrat z reżyserią Kim Ki-duk zdecydował się dopiero po wypadku, do którego doszło na planie "Snu". Po tym, jak grająca jedną z głównych ról gwiazda koreańskiego kina Na-yeong Lee o mało nie przypłaciła życiem jednej ze scen, przez trzy lata pędził życie pustelnika w nieogrzewanej chacie z dala od cywilizacji. Milczenie przerwał w roku 2011 głęboko osobistą filmową psychoterapią "Arirang".

PREMIERA: CANAL+, wtorek, 13 marca 2012, 21:00

WASZE OPINIE

Jamal

Kim Ki Duk to jeden z najciekawszych współczesnych reżyserów i przyznam, że też jeden z moich najwazniejszych twórców. I pisze to mimo ubolewania nad jego ostatnimi dokonaniami. "Wiosna, lato ..." " Pusty dom" czy "Samarytanka" to były dzieła wybitne, do których chce się powracać. Później zaczał albo powielac swoje wcześniejsze motywy albo robiąc coś nieco innego zatracał się w prowadzeniu filmu. Od razu pomyslalem tu o Wong Kar Wai, ktory tez początek kariery miał rewelacyjny a o ostatnich filmach kazdy wolałby zapomnieć. Jesli chodzi o "Sen" to z początku byłem zadowolony tym, że reżyser zrobił film w nieco innym stylu. Po wstrącania elementów bajkowo-niemożliwych czy wręcz śmiesznych w swej infantylności, zastanawialem sie czy nie wyłączyć filmu. Szkoda.

Zgadzam sie z zalogowanym. Cieszy premiera niedostepnego w Polsce filmu, martwi że tak stary film ukazuje sie w C+ zamiast w Ale Kino. Proszę nie kupować już więcej filmów na wyprzedażach.

Jesienią odbędzie się przegląd kina koreańskiego (w Warszawie lub Wrocławiu) podczas któego będzie mozna zoabczyć retrospektywe Kim Ki Duka.

zalogowany

Bardzo dziwna historia, momentami wręcz absurdalna. Punkt wyjścia jak z horroru albo - gdyby miało się to zakończyć happy endem - komedii romantycznej. Oczywiście u Kim Ki-duka wychodzi z tego rodzaj bajki filozoficznej, ozdobionej symboliką raczej mało czytelną dla widza europejskiego. Mogę się domyślać, że to opowieść o wzajemnym dopełnianiu się ludzkich losów, o odpowiedzialności, jaką bierzemy na siebie za los innego człowieka. Elegancki styl Kim Ki-duka sprawia, że do pewnego momentu możemy ten film oglądać nie bez pewnej przyjemności (z wyjątkiem tych, którzy zostaną ukołysani do snu wolnym rytmem tej historii). Tym mocniej możemy być pod koniec zszokowani dosłownym okrucieństwem niektórych scen.
To kolejny liczący się film, który ma swą polską premierę w C+ (był dotąd pokazywany tylko na pewnym przeglądzie). Tyle że moim zdaniem ta premiera powinna mieć miejsce w Ale Kino. Ofertę sportową od filmowej w C+ dzieli już ogromna przepaść.
Sen
reżyseria:
Korea Południowa, 2008
W sennym koszmarze Jin (Jô Odagiri) doprowadza do wypadku samochodowego i ucieka z miejsca zdarzenia. Będąc pod wrażeniem intensywności wizji, udaje się na skrzyżowanie, na którym doszło do kraksy. Okazuje się, że zdarzenie miało miejsce w rzeczywistości, ale kamery monitoringu jednoznacznie wskazują, że zbiegłym kierowcą jest nie on, a kobieta o imieniu Ran (Na-yeong Lee). Kiedy policja udaje się do jej mieszkania, podejrzana całkowicie zaskoczona utrzymuje, że w czasie wypadku spała w swoim łóżku.
Sen
3,5 5 1 2