Arsenal - Liverpool hitem inauguracji

so 13 sierpnia 2016

Nowe supergwiazdy w składach i na trenerskich ławkach sprawiły, że przed rozpoczęciem sezonu Premier League najwięcej mówiono o obu klubach z Manchesteru i o londyńskiej Chelsea. Jednak w pierwszej kolejce najciekawiej będzie w Londynie, gdy Arsenal zmierzy się z Liverpoolem. Transmisja w CANAL+ SPORT2 w niedzielę od 16:55.

Sensacyjne mistrzostwo dla Leicester, a także bardzo dobra postawa Tottenhamu sprawiły, że niemal wszyscy giganci angielskiej piłki czuli niedosyt po zakończeniu poprzedniego sezonu. O Chelsea, która w ciągu roku z mistrza kraju stała się - przynajmniej w tabeli - ligowym średniakiem, napisano już wszystko. Były selekcjoner Włochów i opiekun Juventusu Antonio Conte spróbuje po raz kolejny przebudować ekipę The Blues, tak by znów liczyła się w walce o tytuł. Miejsce poza czołową czwórką zawsze będzie porażką Manchesteru United, a miliony wydane na transfery mają pomóc Jose Mourinho przywrócić Czerwonym Diabłom blask czasów Sir Alexa Fergusona. Ekipa City, jako jedyna z tej trójki, ma szanse na występ w Champions League, jednak czwarte miejsce nie może zadowolić ani właścicieli, ani fanów klubu, który po chudych dekadach przyzwyczaił wszystkich do tłustych lat. Pep Guardiola ma wrócić z The Citizens na tron w Anglii i podbić Europę. Oczywiście musi to zrobuć w świetnym stylu.

Nieco w cieniu wspomnianego tercetu angielskich gigantów, na mistrzostwo liczą dwa inne kluby, które latem nie zmieniły szkoleniowców i nie przeprowadzały aż takiej kadrowej rewolucji. Oba czekają na tytuł od dawna i żadnemu z nich, przynajmniej przed startem rozgrywek, nie można odbierać szans, że w tym sezonie sięgną po upragnione trofeum. Bo jeśli udało się to drużynie Leicester, kto może wykluczyć scenariusz, w którym w maju zwycięstwo świętować będą piłkarze Arsenalu lub Liverpoolu?

Arsene Wenger jest dziś niekwestionowanym weteranem wśród trenerów Premier League. Łączy epokę swej wieloletniej rywalizacji z Sir Alexem Fergusonem z czasami szkoleniowców młodszego pokolenia, takich jak chociażby jego niedzielny rywal, Juergen Klopp. Osoba Francuza dzieli fachowców i fanów Arsenalu. Wśród tych ostatnich nie brak takich, którzy chętnie na miejscu Wengera zobaczyliby nowego trenera - być może kogoś bewzględniej domagającego się transferów z najwyższej półki i bardziej zdeterminowanego w walce o najwyższe cele. Zarzucając jednak Wengerowi długie lata bez zdobycia tytułu, należy docenić konsekwencję, z jaką utrzymuje zespół w ścisłej czołówce, co roku właściwie meldując się w Lidze Mistrzów w gronie szesnastu najlepszych klubów Europy.

O takiej regularności mogą marzyć fani Liverpoolu, z których większość co prawda pamięta jeszcze ostatni triumf w Lidze Mistrzów (niezapomniany finał w 2005 roku), ale już tylko kibice średniego i starszego pokolenia znają uczucie zwycięstwa w lidze angielskiej. W dodatku czołowa czwórka, pozwalająca grać w Champions League, stała się w ostatnich latach niemal nieosiągalna dla The Reds. W pewnym uproszczeniu można napisać, że to właśnie Liverpool poniósł cenę za powstanie potęgi Manchesteru City. Przed epoką katarskich właścicieli MC ekipa z miasta Beatlesów regularnie występowała w Lidze Mistrzów, będąc groźna dla każdego europejskiego rywala. Juergen Klopp ma za zadanie wrócić z Liverpoolem do najważniejszych europejskich rozgrywek. Czy uda mu się osiągnąć to już w tym sezonie?

Arsenal przed sezonem rozstał się z zasłużonymi weteranami drugiej linii. Waleczny i niezniszczalny Mathieu Flamini, wszechstronny Mikel Arteta i błyskotliwy Tomas Rosicki na trwałe zapisali się w historii klubu, ale to już panowie po trzydziestce i trudno spodziewać się, by mogli jeszcze poprowadzić londyńczyków do sukcesów. Najważniejszym wzmocnieniem lata jest bez wątpienia szwajcarski pomocnik Granit Xhaka, który łączy odpowiedzialność w defensywie z techniką pozwalającą mu na czynny udział w akcjach ofensywnych. Ciekawostką jest japoński napastnik Takuma Asano, który będzie musiał zaaklimatyzować się w wymagającej lidze po transferze z Hiroszimy.

W Liverpoolu olbrzymie pieniądze wydano na kreatywnych zawodników drugiej linii, którzy są już sprawdzeni w Premier League. Z Southampton przybył na Anfield senegalski skrzydłowy Sadio Mane, a ze zdegradowanego Newcastle - Holender Georginio Wijnaldum. Klopp robił też zakupy w Bundeslidze. Joel Matip z Schalke to piłkarz, który wzmocni formację defensywną, natomiast Alexander Manninger, Ragnar Klavan i Loris Karius to gracze, po których nie należy spodziewać się miejsca w podstawowej jedenastce. Podobnie jak Arsenal, Liverpool pożegnał się z doświadczonymi graczami: wieloletnim stoperem Martinem Skrtelem i pomocnikiem Joe Allenem. Zdecydowano się także na sprzedaż młodego skrzydłowego Jordana Ibe.

Marcin Ostrowski

POLECANE

 

 

Borek i Żewłakow dołączają do CANAL+

NOWE TRANSFERY W REDAKCJI
 

NBA Playoffs

OGLĄDAJ MECZE NAJLEPSZEJ KOSZYKARSKIEJ LIGI ŚWIATA
 

Skróty meczów Premier League

ZOBACZ WSZYSTKIE BRAMKI
 

LaLiga Santander

MECZE W CANAL+
 

Królowie remisów

NAHORNY O ARSENALU
 

Bez Fabiańskiego ani rusz

NAHORNY O WEST HAMIE