Kategoria: liga angielska

Bez wygranej w 2020 roku: Brighton

pn 11 maja 2020

15. miejsce w tabeli angielskiej Premier League zajmuje zespół Brighton. Analiza Rafała Nahornego.

BRIGHTON - miejsce 15

Tylko jeden zespół w czterech zawodowych angielskich ligach w 2020 roku nie wygrał jeszcze meczu. To właśnie Brighon Albion & Hove. Piłkarze menedżera Grahama Pottera nie odnieśli zwycięstwa w żadnym z ostatnich dziesięciu spotkań. W tym czasie ponieśli w Premier League trzy porażki, a sześć meczów zremisowali. Zdążyli też odpaść w kiepskim stylu (u siebie z Sheffield Wed.) z Pucharu Anglii. Ciekawe, że ta fatalna passa niespecjalnie zatrzęsła ligową tabelą, bo „The Seagulls” obsunęli się w niej zaledwie o jedną pozycję – z 14. na 15. Niebezpiecznie zmniejszyła się za to przewaga zespołu z południa Anglii nad strefą spadkową – z pięciu do dwóch punktów.

W tym miejscu warto przypomnieć, że poprzedni menedżer zespołu z Amex Stadium, Chris Hughton, stracił pracę (po zakończeniu ubiegłego sezonu) po serii dziewięciu spotkań bez wygranej. Wydaje się jednak, że Potter o posadę może być spokojny, bo po zaledwie pięciu miesiącach po tym, jak podpisał 4-letni kontrakt, właściciel klubu podsunął mu pod nos ofertę przedłużenia umowy do 2025 roku, na co menedżer, rzecz jasna, przystał. Niedawno zaś, gdy z powodu pandemii przerwano rozgrywki w Premier League , Potter, tak samo zresztą jak dwóch najważniejszych dyrektorów Brightonu, zgodził się na tymczasową obniżkę wynagrodzenia. Klub oddał też do dyspozycji National Health Service (Narodowy System Ochrony Zdrowia) na czas walki z koronawirusem swój Amex Stadium. Niestety, pod koniec tygodnia u trzech zawodników „Mew wykonywane na obecność Covid-19 testy dały wynik pozytywny.

Jeszcze niedawno Brighton wymieniało się jako jeden z sześciu klubów, który nie kwapił się do wznowienia ligowych rozgrywek, a już na pewno jego władzom nie podobał się pomysł dokończenia sezonu na neutralnych boiskach. Przed piłkarzami Brightonu bowiem mecze u siebie, m.in., z Arsenalem, Manchesterem Utd, Manchesterem City i Liverpoolem, więc nic dziwnego, że właściciel klubu Tony Bloom większe szanse na zdobycze punktowe upatrywał w rywalizacji z potentatami na własnym stadionie, nawet przy pustych trybunach, niż na neutralnym terenie. Występujący w Premier League trzeci sezon z rzędu Brighton do najwyższej klasy rozgrywkowej wrócił po 34 latach i dziś zrobi wszystko – tak samo jak znajdujące się za nim w tabeli West Ham, Watford, Bournemouth, Aston Villa i Norwich – by z nią się w tych kuriozalnych okolicznościach nie pożegnać.

Ten sezon, pod wodzą Pottera, rozpoczęły „Mewy” wyśmienicie – od wyjazdowego zwycięstwa 3:0 nad Watfordem. Z czterema  nowymi piłkarzami – obrońcą Adamem Websterem, pomocnikiem Aaronem Mooyem, skrzydłowym Leandro Trossardem i napastnikiem Nealem Moupay (zapłacono za nich w sumie ponad 70 milionów funtów) zespół zbierał dobre recenzje nawet w meczach, w których ponosił porażki. Bo nowy menedżer chciał, by jego zawodnicy grali ładnie dla oka, utrzymywali się dłużej przy piłce, atakowali w sposób pozycyjny, a nie tylko kontrowali. Wprawdzie zmiana stylu nie przyniosła zauważalnej poprawy wyników, ale zwycięstwami 3:0 nad Tottenhamem, czy 3:2 nad Evertonem może się Potter pochwalić.

Świetnie wprowadził się do zespołu francuski napastnik Maupay, który „posadził” na ławce rezerwowych dotychczasową gwiazdę ataku „Mew”, dziś już 36-letniego Glenna Murraya. Francuz pół żartem, pół serio narzeka na pogodę, bo południowe wybrzeże Anglii to jednak nie to samo co francuska Riviera (Maupay grał wcześniej m.in. w Nicei), ale brytyjskie zimno i deszcz w strzelaniu goli mu nie przeszkadzają. Z kolei letnie wypożyczenie Mooya zimą zmieniono na definitywny transfer, bo też Australijczyk okazał się znaczącym wzmocnieniem II linii. Natomiast wciąż silnymi punktami defensywy pozostają klubowi współrekordziści pod względem liczby występów w Premier League w barwach Brightonu (po 101 meczów), czyli trochę niedoceniany, ze względu na dość niski wzrost, australijski bramkarz Neil Ryan (w/g oficjalnych statystykach w tym sezonie w ekstraklasie nie popełnił jeszcze błędu, który kosztował jego zespół utratę gola) oraz wychowanek klubu z Amex Stadim i  kapitan, Lewis Dunk, który zdążył już debiutować w reprezentacji Anglii. Tak więc chyba nie powinni się w Brighton bać gry na neutralnych boiskach, choć z drugiej strony ostatnia seria dziesięciu meczów bez zwycięstwa musi jednak niepokoić.

RAFAŁ NAHORNY

POLECANE

 

Lech - Legia

KLASYK W SOBOTĘ OD 19:30 W CANAL+ SPORT
 

Ekstraklasa wraca 29 maja!

WSZYSTKIE MECZE 27. KOLEJKI W CANAL+
 

 

Bayer - Wolfsburg

WTOREK / 26 MAJA / 20:25 / CANAL+ SPORT
 

Królowie remisów

NAHORNY O ARSENALU
 

RB Lipsk - Hertha Berlin

ŚRODA / 27 MAJA / 18:25 / CANAL+ SPORT
 

Nowe pozycje programowe CANAL+ SPORT

PROGRAM NA ŻYWO I POZYCJE ARCHIWALNE
 

Marzą o Lidze Mistrzów

NAHORNY O MANCHESTERZE UNITED