Kategoria: liga angielska

Fatum drugiej połowy: Bournemouth

śr 6 maja 2020

Kolejny tekst Rafała Nahornego o klubach Premier League. Dziś dziennikarz CANAL+ SPORT analizuje sytuację Bournemouth.

BOURNEMOUTH - miejsce 18

Nie z takich kłopotów wyciągał już Bournemouth menedżer Eddie Howe. Wystarczy przypomnieć sezon 2008/09, gdy zaledwie 31-letni szkoleniowiec obejmował „The Cherries” w sytuacji, gdy zespół miał aż 7 punktów straty do pierwszego bezpiecznego miejsca w League Two. Howe uratował wtedy klub nie tylko przed spadkiem, ale też przed stoczeniem się w futbolową otchłań, a potem awansował z nim do League One, Championship i wreszcie do Premier League, w której Bournemouth gra już piąty sezon z rzędu. Wprawdzie dziś jego piłkarze znajdują się w strefie spadkowej, ale rywale z Watfordu i West Hamu wyprzedzają ich tylko dzięki lepszej różnicy bramek.

W czasie pandemii Howe jako pierwszy z menedżerów pracujących w Premier League dobrowolnie zgodził się na znaczną obniżkę wynagrodzenia (zarabia ok. 4 mln funtów rocznie). Jego klub dysponuje jednym z najmniejszych budżetów, którego lwią cześć (88 procent) stanowią przychody z praw telewizyjnych, więc wychowanek Bournemouth poczuł się w obowiązku pomóc mu w tym trudnym czasie.

Piłkarze z Dean Court rozpoczęli sezon całkiem, całkiem. Jeszcze na początku listopada zajmowali w tabeli 7. miejsce, ale właśnie wtedy przegrali pięć kolejnych ligowych meczów. A ponieważ przełomie grudnia i stycznia zanotowali podobną serię - ponieśli jeszcze cztery porażki z rzędu, więc w konsekwencji wylądowali w strefie spadkowej, zaś ostatnie cztery mecze bez zwycięstwa w lidze nie poprawiły ich sytuacji. A fakt, że spośród wszystkich zespołów Premier League to właśnie Bournemouth gra najgorzej w drugich połowach meczów może wskazywać na to, że kondycja piłkarzy pozostawia w tym sezonie wiele do życzenia.

Do bramkarza „The Cherries” nie zgłasza się większych zastrzeżeń. Howe postawił na debiutanta, a 21-letni Aaron Ramsdale nie dość, że jest najmłodszym golkiperem w Premier League, to wcześniej grał zaledwie na poziomie League One. Za to pozostali defensorzy z pewnością nie spisują się na miarę oczekiwań, bo nawet najlepszy z nich Nathan Ake popełnia błędy, których wcześniej z łatwością unikał. Ze względu na kontuzję kolana nie może grać lewy obrońca Charlie Daniels, a występujący na prawej stronie Adam Smith z powodu urazów opuścił już kilkanaście spotkań, więc skrzydłowi rywali w meczach przeciwko Bournemouth hasają aż miło. Ciekawe, że dobre recenzje zbiera sprzedany przed sezonem do Aston Villi, a niechciany w Bournemouth Tyrone Mings…

Przed obrońcami najczęściej grają Philip Billing i Jeferson Lerma. Obaj waleczni, obaj zbyt często jednak przekraczający przepisy, bo Duńczyk zdążył już „złapać” siedem żółtych kartek, a Kolumbijczyk nawet dziewięć. Ale więcej pretensji do zawodników drugiej linii wynika z ich niedostatecznej kreatywności. Pogubił się zupełnie Ryan Fraser, a przecież jego współpracę z napastnikiem Callumem Wilsonem w ubiegłym sezonie uważano za niemal modelową. Pod względem liczby asyst lepszy był wtedy od niego – i to nieznacznie – tylko Eden Hazard, a dziś Fraser jest cieniem zawodnika sprzed roku (piłkarz tłumaczy obniżkę formy letnim transferowym rozczarowaniem, bo z planowanej przeprowadzki do Arsenalu wyszły nici).

Zawodzi także inny pomocnik, angielski mistrz świata do lat 20, Lewis Cook, a tylko nieco lepiej, choćby ze względu na wykonywane z pomysłem rzuty wolne, spisuje się wypożyczony z Liverpoolu Harry Wilson. Do treningów z drużyną wrócił po 9 miesiącach leczenia kontuzji wyróżniający się w ubiegłym sezonie w II linii David Brooks. Tylko, czy zdąży pomóc kolegom w walce o utrzymanie?

W ubiegłym sezonie Howe mógł liczyć na snajperski duet Joshua King – Callum Wilson. Każdy z nich zdobył wtedy kilkanaście bramek, ale po strzeleckich popisach obu napastników pozostały wspomnienia. Nie może się za to obudzić „ten trzeci” z ataku Bournemouth, Dominic Solanke. We wszystkich juniorskich i młodzieżowych reprezentacjach Anglii strzelał gole na zawołanie, a w swoim już trzecim klubie Premier League w karierze (po Chelsea i Liverpoolu) wygląda na zawodnika, który o tym, jak się to robi, na śmierć zapomniał. A bez goli napastników zespół z Dean Court przed spadkiem raczej się nie obroni.

RAFAŁ NAHORNY

POLECANE

 

Skróty meczów Premier League

ZOBACZ WSZYSTKIE BRAMKI
 

LaLiga Santander

MECZE W CANAL+
 

Królowie remisów

NAHORNY O ARSENALU
 

Marzą o Lidze Mistrzów

NAHORNY O MANCHESTERZE UNITED
 

Bez Fabiańskiego ani rusz

NAHORNY O WEST HAMIE
 

Bez wygranej w 2020 roku

NAHORNY O BRIGHTON
 

Fatum drugiej połowy

NAHORNY O BOURNEMOUTH