Kategoria: liga angielska

Lisy znów na polowaniu: Leicester City

śr 27 maja 2020

Tylko dwa zespoły odniosły więcej zwycięstw, tylko dwa strzeliły od nich więcej goli i tylko dwie drużyny straciły mniej bramek. Zatem to nie przypadek, że „Lisy” z King Power Stadium znów rozbiły Big Six i zajmują w tabeli w Premier League trzecie miejsce - Rafał Nahorny pisze o trzecim w zestawieniu Leicester.

LEICESTER - miejsce 3

Wydaje się też, że  8 punktów przewagi nad zajmującym piątą lokatę Manchesterem United powinno wystarczyć piłkarzom menedżera Brendana Rodgersa do powrotu do Champions League. Choć warto w tym miejscu przypomnieć, że jeszcze na początku grudnia ta przewaga była znacznie większa i wynosiła aż 14 oczek…

Z mistrzowskiego składu z sezonu 2015/16 zostało ich zaledwie sześciu. Duński bramkarz Kasper Schmeichel i napastnik Jamie Vardy wciąż są mocnymi punktami zespołu, ale już Marc Albrighton, Demarai Gray, Christian Fuchs i Wes Morgan co najwyżej go uzupełniają, wchodząc na boisko z ławki rezerwowych. Ale dział skautingu na King Power Stadium nie próżnuje, a praca z młodzieżą też idzie pełną parą. Nawet tragiczny wypadek, w którym w październiku 2018 r. zginął właściciel klubu, tajlandzki biznesmen Vichai Srivaddahanaprabha (właśnie podjęto decyzję o budowie jego pomnika obok stadionu), nie przerwał procesu budowy silnego zespołu.

Od początku października jest Leicester City w tabeli albo drugie, albo trzecie. Na ligowe podium piłkarze Rodgersa wskoczyli i utrzymują się na nim dzięki, między innymi, jesiennej serii ośmiu zwycięstw z rzędu. Zdążyli już też przejść do historii angielskiego futbolu, bo nigdy wcześniej w najwyższej klasie rozgrywek nikt nie wygrał meczu na wyjeździe różnicą dziewięciu goli. A „Lisy” właśnie tyle goli wbiły „Świętym” z Southampton na ich St Mary’s Stadium.

W tej drużynie nie ma słabych ogniw, bo Rogers umiejętnie ją zbalansował. Rywalowi na boisku grozi niebezpieczeństwo ze strony każdego zawodnika z Leicester, bo w podstawowym składzie „Lisów” nie ma piłkarza (poza bramkarzem), który w tym sezonie nie strzeliłby w lidze przynajmniej jednego gola. Wszyscy umieją atakować, ale też wszyscy bronią. Nawet najskuteczniejszy w ekstraklasie Vardy, jak tylko straci piłkę natychmiast stara się ją odzyskać.

Vardy’emu zresztą należy się oddzielny akapit, bo ma szansę zostać najstarszym królem strzelców w historii Premier League. Ma już 33-lata, a mimo to wciąż imponuje szybkością i sprytem. Po prostu jest chytry jak… „Lis”. I jeszcze jaki wszechstronny – osiem goli strzelił prawa nogą, siedem lewą, a cztery głową. W sumie w ekstraklasie zdobył 99 bramek i pewnie jeszcze w tym sezonie, jako 29. zawodnik w historii, wejdzie do „Klubu 100”. Wcześniej znaliśmy go jako idealnego zawodnika przy wyprowadzaniu kontr, dziś spełnia się także w ataku pozycyjnym.

Ale takiego wsparcia, jakie ma angielski snajper, można tylko pozazdrościć. Gwarantują mu je zarówno skrzydłowi – kupiony za 30 mln funtów Ayoze Perez (trochę chimeryczny, ale za to może grać także tuż za Vardym)

i utalentowany wychowanek, wyjątkowo zadziorny Harvey Barnes. Ofensywnie grają też – nie zaniedbując podstawowych obowiązków – obaj boczni obrońcy – Ricardo Perreira (niestety, ze względu na kontuzję kolana do końca sezonu już nie wystąpi) i Ben Chilwell. W drugiej linii zadaniami dzielą się James Maddison (ma ich więcej w ofensywie), Wilfried Ndidi (spec od wślizgów i odbiorów) oraz Youri Tielemans, kupiony latem za 40 mln funtów z Monaco (wspomaga obu kolegów).

Nad porządkiem w defensywie czuwa kapitan zespołu, 33-letni Schmeichel. Dziesięć czystych kont w tym sezonie, obroniony rzut karny wykonywany przez Sergio Aguero i ani jednego błędu, po którym padł gol dla rywala. To chyba niezłe referencje.

Przed nim grają rutyniarz i żółtodziób, bo Rodgers zaufał swojemu rodakowi, reprezentantowi Irlandii Płn. Jonny’emu Evansowi i Turkowi Caglarowi Soyuncu, który – obok Barnesa – jest jednym z odkryć tego sezonu w Premier League.

I wreszcie sam Rodgers. Wrócił do Anglii po tym, jak seryjnie wygrywał z Celtikiem Glasgow wszystko, co w Szkocji było do wygrania. Wrócił do Anglii po tym, jak wcześniej w Liverpoolu musiał ustąpić miejsca Juergenowi Kloppowi. Wrócił do Anglii i szybko udowodnił, że jego miejsce jest w Premier League, i to znów w zespole z czołówki.

RAFAŁ NAHORNY

POLECANE

 

 

Borek i Żewłakow dołączają do CANAL+

NOWE TRANSFERY W REDAKCJI
 

NBA Playoffs

OGLĄDAJ MECZE NAJLEPSZEJ KOSZYKARSKIEJ LIGI ŚWIATA
 

Skróty meczów Premier League

ZOBACZ WSZYSTKIE BRAMKI
 

LaLiga Santander

MECZE W CANAL+
 

Królowie remisów

NAHORNY O ARSENALU
 

Bez Fabiańskiego ani rusz

NAHORNY O WEST HAMIE