Kategoria: liga angielska

Najlepszy lider w historii: Liverpool

pt 29 maja 2020

Dwadzieścia siedem zwycięstw, jeden remis i jedna porażka. Tak wygląda w dorobek lidera Premier League po 29. kolejce. Aż dwadzieścia pięć punktów przewagi nad drugim w tabeli Manchesterem City inaczej niż przepaścią nazwać nie można.

LIVERPOOL - MIEJSCE 1

Nigdy w historii angielskiej piłki nożnej w najwyższej klasie rozgrywkowej lider w tej fazie sezonu nie miał tak dużej przewagi nad wiceliderem.

Trzecie w ligowej stawce Leicester City ma większą stratę do „The Reds”, niż przewagę nad strefą spadkową! Do zdobycia mistrzostwa Anglii, na które klub z Anfield czeka 30 lat, potrzebują piłkarze Juergena Kloppa zaledwie sześciu oczek w ostatnich dziewięciu meczach. Dziewiętnasty tytuł w historii klubu jest więc na wyciągnięcie ręki.

Liverpoolczycy po prostu poszli za ciosem. Wprawdzie w ubiegłym sezonie przegrali na finiszu wyścig o prymat w Anglii, ale to niepowodzenie powetowali sobie triumfem w Champions League. Klubowe mistrzostwo Europy (kilka miesięcy później wygrali również Klubowe Mistrzostwo Świata) pozwoliło im nabrać wiary w możliwość skutecznej walki także na krajowym podwórku.

Ale liczby wspomniane we wstępie trochę przekłamują rzeczywistość. Niby pokazują, że lider deklasuje resztę stawki, wręcz nokautuje ją, ale uważnie śledzący przebieg wydarzeń w Premier League w tym sezonie doskonale wiedzą, że choć Liverpool jak najbardziej zasłużenie znajduje się na czele tabeli, to jednak w kotka i myszkę wcale się z rywalami nie bawi. Żadnego ze zwycięstw nie odniósłby grając na przysłowiowe pół gwizdka, żadnego nikt mu nie podarował. Za to aż 14 razy wygrywał różnicą jednej bramki, a zwycięskie gole w końcówkach też nie należały do rzadkości.

Na początku sezonu liverpoolczycy uczyli się wykonywać rzuty karne. Pierwszy konkurs „jedenastek” – w meczu o Tarczę Wspólnoty z Manchesterem City – przegrali, ten drugi – o Superpuchar Europy z Chelsea rozstrzygnęli na swoją korzyść.

Ligę zaczęli od gładkiego 4:1 z Norwich, w którym kontuzji łydki doznał bramkarz Alisson, i po 1. kolejce zajmowali trzecie miejsce. Potem pokonali na wyjeździe Southampton 2:1, awansowali na pozycję lidera i od 17 sierpnia nieprzerwanie spoglądają na rywali z samego szczytu tabeli.

Potknęli się w lidze dwa razy – remisując 1:1 z Manchesterem Utd na Old Trafford i przegrywając 0:3 z Watfordem na Vicarage Road. Jeszcze niedawno mogli się chwalić serią 18 ligowych zwycięstw z rzędu, na Anfield zaś wygrali wszystkie 15 meczów.

W Premier League stracili najmniej goli, ale pod bramkami rywali skuteczniejszy od Liverpoolu był Manchester City. Rozbierając na czynniki pierwsze grę zespołu w lidze warto jeszcze dodać, że lepiej niż w drugich połowach spisywali się „The Reds” przed przerwą, więcej goli strzelali u siebie, ale mniej tracili na wyjazdach.

Defensywą dowodził przykładnie Virgil van Dijk. Czuł się pewniej mając za sobą Alissona, bo gdy do bramki wchodził Adrian trochę się denerwował. Za to nie miało większego znaczenia dla Holendra, kogo Klopp wybierał na drugiego środkowego obrońcę, bo Joe Gomez, Joel Matip i Dejan Lovren zwykle stawali na wysokości zadania.

Boki obrony miał Liverpool jak marzenie. Co tam boki, to były wręcz skrzydła. Po podaniach Trenta Alexandra-Arnolda i Andy’ego Robertsona strzelili The Reds aż 19 goli w lidze!.

Często niedocenianej drugiej linii szefował Jordan Henderson. Kapitan miał posłuch u wszystkich kolegów, a jego współpraca z Georginio Wijnaldumem, Fabinho  czy Jamesem Milnerem wyglądała wzorowo.

Królowie strzelców z ubiegłego sezonu -- Mohamed Salah i Sadio Mane (koroną podzielili się wtedy z Pierrem-Emerickiem Aubameyangiem z Arsenalu) nie zwalniali tempa, bo dziś znów są w czołówce najskuteczniejszych. Trzeci z napastników, Roberto Firmino, też zdobywa sporo bramek ale… tylko na wyjazdach. Kupiony zimą Takumi Minamino z Red Bull Salzburg na razie nie ma szans na  rozbicie tego tercetu. Prędzej znajdzie mu Klopp miejsce w pomocy, chociaż… też niekoniecznie.

O ile piłkarzy Liverpoolu można w tym sezonie tylko komplementować, to nie popisali się podczas pandemii zarządzający klubem z Anfield. Wpadli na pomysł, by skorzystać z finansowej pomocy rządu i pieniędzmi otrzymanymi od państwa opłacać pracowników klubu. Po miażdżącej krytyce opinii publicznej władze Liverpoolu wycofały się z tego pomysłu, ale niesmak pozostał.

Ostatniego dnia maja kończy się Liverpoolowi kontrakt z firmą New Balance, a dzień później powinna wejść w życie umowa z Nike (70 mln funtów za sezon). Strony doszły jednak do porozumienia i w sytuacji, gdy zespół z Anfield prawdopodobnie zdobędzie mistrzostwo kraju, zdecydowano, że „The Reds” dokończą sezon w strojach dotychczasowego sponsora. Bo inaczej chyba byłoby nie fair.

Wczoraj poznaliśmy datę wznowienia rozgrywek Premier League. Jeśli więc 17 czerwca Manchester City przegra u siebie zaległy mecz z Arsenalem, to Liverpool po mistrzostwo Anglii może sięgnąć już w derbach Merseyside z Evertonem (19-21 czerwca). Ze względu jednak na niebezpieczeństwo zgromadzenia się przed Goodison Park kibiców, ten mecz (tak jak kilkanaście innych uznanych za spotkania podwyższonego ryzyka) prawdopodobnie zostanie rozegrany na neutralnym boisku.

RAFAŁ NAHORNY

POLECANE

 

Skróty meczów Premier League

ZOBACZ WSZYSTKIE BRAMKI
 

LaLiga Santander

MECZE W CANAL+
 

Królowie remisów

NAHORNY O ARSENALU
 

Marzą o Lidze Mistrzów

NAHORNY O MANCHESTERZE UNITED
 

Bez Fabiańskiego ani rusz

NAHORNY O WEST HAMIE
 

Bez wygranej w 2020 roku

NAHORNY O BRIGHTON
 

Fatum drugiej połowy

NAHORNY O BOURNEMOUTH