Kategoria: liga angielska | Euro 2016

Rafał Nahorny: Walia to nie tylko Bale

śr 6 lipca 2016

Ekspert wyspiarskiego futbolu w nc+, Rafał Nahorny, ocenia szanse reprezentacji Walii w starciu z Portugalią w półfinale Mistrzostw Europy.

Fazę grupową wszystkie wyspiarskie zespoły przeszły jak burza. No, może nie taka z piorunami, a tylko wichura, ale o awans do 1/8 finału niemal do samego końca drżała jedynie Irlandia (tak na marginesie, to nie widziałem we francuskim Euro - przynajmniej do tej pory - zespołu, który tak bardzo chciał wygrać mecz, jak podopieczni selekcjonera Martina O'Neila z Włochami). Ale już w fazie pucharowej zaczęły się schody. Najpierw odpadły obie Irlandie i Anglia, ćwierćfinał osiągnęła Islandia, ale w strefie medalowej ostała się jeno Walia. I teraz kibicuję już tylko Czerwonym Smokom.

W finałach mistrzostw Europy grają Walijczycy po raz pierwszy w historii, a na mundialu nikt nie widział ich grubo od ponad pół wieku. W przeszłości mieli wspaniałych piłkarzy, ale świetnej drużyny od sześćdziesięciu lat z okładem zbudować nie potrafili.

Bramkarz Neville Southall, obrońca Mike England, nieżyjący już pomocnik Gary Speed, skrzydłowy Ryan Giggs czy napastnicy John Toshack, Ian Rush i Mark Hughes naprawdę grali na europejskim, a od czasu do czasu nawet na światowym poziomie. Ale dużo częściej w swoich klubach niż narodowym zespole. Nie wiem, może puszczam właśnie wodze fantazji, ale taki Giggs, nawet w wieku 42 lat, mógłby się dziś Walijczykom jeszcze przydać. I to nie w szkoleniowym sztabie, ale na boisku. Chociaż na pół godziny, w jednym meczu, na przykład w tym środowym, przeciwko Portugalii, żeby zastąpić pauzującego za kartki Aarona Ramseya.

Liga walijska należy do najsłabszych w Europie (mistrzem kraju jest The New Saints, choć najlepszą drużyną jest Swansea City, bijące się o zaszczyty w Anglii), więc selekcjoner Coleman kandydatów do występów w reprezentacji szuka, owszem na Wyspach, ale na pewno nie w Dafabet Welsh Premier League.

Za to może pochwalić się Walia jednym z najlepszych piłkarzy na świecie - Garethem Bale'em z Realu Madryt, który w finałach Euro atakuje i strzela, rozgrywa, a jak trzeba to także broni. Ale po piątkowym zwycięstwie Czerwonych Smoków nad Czerwonymi Diabłami nazywający reprezentację Walii "one man team" musieli mieć się z pyszna. Bo dwa z trzech goli (te najładniejsze!) strzelili zawodnicy, którzy w ubiegłym sezonie grali zaledwie w klubach Championship. Ten z Reading, Hal Robson-Kanu, mecze w Premier League oglądał do tej pory tylko w telewizji. Ale widocznie zawodnik, mający na wskroś futbolowe nazwisko, i to w dodatku podwójne, uznał, że wypada mu w finałach Euro błysnąć, przynajmniej dwa razy (strzelił też bramkę Słowacji)...

Z kolei Sam Vokes angielskiej ekstraklasy już trochę posmakował. Wprawdzie bramki w niej jeszcze nie zdobył, ale jego gol z Belgią - moim zdaniem najpiękniejszy w trakcie Euro zdobyty po uderzeniu piłki głową - pozwala wierzyć, że bramkarzom Premier League też wkrótce da się we znaki.

Ale jeśli Walia chce zagrać w finale, to jeszcze ktoś musi zatrzymać Cristiano Ronaldo. W sytuacji zaś, gdy za kartki nie wystąpi najzwrotniejszy z walijskich obrońców, Ben Davies, a zastąpi go prawdopodobnie ten najstarszy i najwolniejszy, James Collins, to zadanie wygląda na prawie niewykonalne. Na szczęście słowo "prawie" robi w tym wypadku różnicę, więc obrońca West Hamu, z pomocą Ashleya Williamsa i Wayne'a Hennesseya, sposób na CR7 mogą jednak znaleźć.

POLECANE

 

 

Borek i Żewłakow dołączają do CANAL+

NOWE TRANSFERY W REDAKCJI
 

NBA Playoffs

OGLĄDAJ MECZE NAJLEPSZEJ KOSZYKARSKIEJ LIGI ŚWIATA
 

Skróty meczów Premier League

ZOBACZ WSZYSTKIE BRAMKI
 

LaLiga Santander

MECZE W CANAL+
 

Królowie remisów

NAHORNY O ARSENALU
 

Bez Fabiańskiego ani rusz

NAHORNY O WEST HAMIE