Witamy w Premier League - Fulham

cz 12 lipca 2018

W drugiej części ubiegłego sezonu Championship piłkarze stołecznego Fulham mogli pochwalić się serią 23 meczów z rzędu bez porażki, co pozwoliło im przesunąć się w tabeli z 12. na 3. miejsce. I gdyby jeszcze w ostatniej kolejce pokonali Birmingham City (a przegrali 1:3), to do Premier League awansowaliby bezpośrednio, a tak musieli szukać szczęścia w barażach. Gdyby, gdyby, gdyby babcia miała wąsy…

A propos wąsów, to właściciel Fulham, amerykański biznesmen o pakistańskich korzeniach Shahid Khan ma chyba najbardziej sumiaste wąsiska w angielskiej piłce. Ale od wyglądu bossa dla kibiców londyńczyków większe znaczenie ma jego portfel, a dokładniej jego zasobność. Bo zarobione przez Fulham na awansie około 170 mln funtów należy umiejętnie zagospodarować, nie zapominając o transferowych inwestycjach, bez których zawojować Premier League najzwyczajniej w świecie się nie da.

Po wygranym z Derby County półfinałowym dwumeczu play off piłkarze z Craven Cottage pod koniec maja zmierzyli się w finale na Wembley z Aston Villą. Na tym stadionie „The Cottagers” nigdy w 139-letniej historii klubu nie odnieśli zwycięstwa, ale dzięki bramce szkockiego rozgrywającego Toma Cairneya tym razem się udało i po czterech latach Fulham wraca do Premier League.

W styczniu o Cairneya starał się West Ham, ale Khan ustalił cenę za pomocnika na poziomie 40 milionów funtów i skutecznie właścicieli „Młotów” odstraszył, a po awansie z czołowym zawodnikiem podpisał nową pięcioletnią umowę. Co wcale jednak nie oznacza, że na przykład taki Tottenham, jeszcze tego lata żądanych przez Fulham za piłkarza pieniędzy nie wyłoży.

Ale to nie Cairney jest najlepszym piłkarzem londyńczyków. Furorę na zapleczu Premier League zrobił bowiem zaledwie 18-letni Ryan Sessegnon, angielski mistrz świata do lat17. Przekwalifikowany przez serbskiego menedżera Slavisę Jokanovicia z lewego obrońcy na skrzydłowego nastolatek stał się też najlepszym strzelcem zespołu. Był nawet nominowany do nagrody dla najlepszego piłkarza młodego pokolenia w Anglii, ale nagrodę sprzątnął mu sprzed nosa Leroy Sane z Manchesteru City.
Trenerski nos nie zawiódł Serba również wtedy, gdy w styczniu wypożyczał z Newcastle swojego rodaka, napastnika Aleksandara Mitrovicia, który odwzajemnił mu zaufanie niemal natychmiast -- strzeleniem aż 12 goli w zaledwie 17 meczach.

Jokanović w dość krótkim odstępie czasu wprowadził do Premier league dwa zespoły. Trzy sezony wcześniej bowiem awansował do niej z Watfordem. Ale, po tym, jak włoscy właściciele klubu z Vicarage Road zaproponowali mu dwa razy niższe zarobki niż najgorzej opłacanemu wówczas w angielskiej ekstraklasie menedżerowi, Serb uniósł się honorem i przeniósł do Maccabi Tel Aviv. Ale jak widać na Wyspy wrócił Jokanović szybko i z przytupem.

Fulham strzela dużo goli, ale też sporo traci. Gra ofensywnie, ładnie dla oka, ale także niefrasobliwie w obronie. -- To taki Manchester City, tyle że na poziomie Championship – powiedział o zespole z Craven Cottage menedżer Cardiff City, Neil Warnock. Wkrótce przekonamy się, kogo będą przypominać piłkarze Jokanovicia na poziomie Premier League.

Rafał Nahorny

POLECANE

 

 

Borek i Żewłakow dołączają do CANAL+

NOWE TRANSFERY W REDAKCJI
 

NBA Playoffs

OGLĄDAJ MECZE NAJLEPSZEJ KOSZYKARSKIEJ LIGI ŚWIATA
 

Skróty meczów Premier League

ZOBACZ WSZYSTKIE BRAMKI
 

LaLiga Santander

MECZE W CANAL+
 

Królowie remisów

NAHORNY O ARSENALU
 

Bez Fabiańskiego ani rusz

NAHORNY O WEST HAMIE