CO NOWEGO?

10.02.2016, Tomasz Lipiński
Parszywa trzynastka
Patrzę w tabelę ligi angielskiej. W to Leicester na czele, w 5 punktów przewagi po 25 kolejkach i nie wierzę. Że się uda. Chciałbym bardzo, żeby się udało, ale nic nie poradzę – nie wierzę.

Chciałbym, bo wszyscy kochamy niespodzianki (pod warunkiem, że nie sprawiają się kosztem naszej ulubionej drużyny). Bo byłoby to działanie na pohybel wszystkim tym prezesom (zwłaszcza tym z naszego ogródka), którzy twardo uważają, że na boisku rządzą pieniądze i nic się na to nie poradzi. Kto da więcej, kto kupi drożej i więcej płaci, ten wygrywa. Jak na aukcji. A tymczasem, gdyby lidera Premiership sądzić po wydatkach na pensje, to ledwie wyściubiałby nos znad strefy spadkowej (byłby czwarty od końca). Na ten cel ma budżet skrojony grubo ponad cztery razy skromniej od Chelsea i obu Manchesterów. Gra jedenastką wycenianą u progu sezonu dziesięciokrotnie niżej od City. I pewnie jeszcze parę podobnych finansowych paradoksów i dysproporcji można by dorzucić, które kazały w sierpniu widzieć szanse Leicester na mistrzostwo w stosunku 1:5000. Teraz bukmacherzy ustalili kurs na 1:1,7. Jeśli Lisy w pozostałych do końca trzynastu meczach będą polowały tak sprawnie, jak w pierwszej rundzie, to przeniosą się żywcem do raju. Wtedy wygrali 10 razy, 2 zremisowali i tylko Arsenalowi nie dali rady.

Jednak nie wierzę, że pójdzie gładko. Coś jest w Claudio Ranierim, co każe mi powątpiewać w sukces z Leicester. To nie jest tak, że jestem przeciwko niemu. Nie, to świetny trener sprawdzony na wielu frontach. Chyba pierwszy Włoch, który tak wcześnie i odważnie rzucił się na podbój Europy. Przeszedł szlak przez Hiszpanię, Anglię, Francję, Grecję (tu doznał wstydliwych ran) i znowu wylądował na Wyspach, w międzyczasie wstępując do ojczyzny.

Na tym włoskim wątku chciałbym się na moment zatrzymać. Pracował między innymi w Napoli, Fiorentinie, Juventusie, Romie i Interze, a więc czapki z głów przed takimi firmami, ale wszędzie pozostawił niedosyt. Zawsze było tylko blisko czegoś wielkiego.

Weźmy jego Romę w sezonie 2009-10, który powinien przejść do jej chlubnej historii, a przeszedł do historii Interu z powodu triplety. Na cztery kolejki przed końcem Roma prowadziła w tabeli i podejmowała Sampdorię. I bęc, i 1:2, i Inter znów był pierwszy. Na nic zdały się trzy następne zwycięstwa. Ranieri miał wszystkie karty w ręku, ale ostatecznie dał się ograć Jose Mourinho. Wcześniej w Juventusie również było dobrze, ale nie do końca. Pierwszy sezon (ten po powrocie bianco-nerich do Serie A) i trzecie miejsce, więc w porządku. Drugi sezon i walka o wicemistrzostwo. W końcówce zacięło się i nie chciało iść, tak jak szło. Władze klubu zdecydowały się na krok, którego w długiej historii nigdy nie postawiły i na dwie kolejki przed końcem sezonu odstawiły Ranieriego i dokończenie dzieła powierzyły Ciro Ferrarze. W Interze miał długie i świetne passy, ale z Ligi Mistrzów wyrzuciła go Marsylia po golach w 93 minucie tam i po dogrywce na San Siro.

Tak to z nim jest, że zawsze pośliznął się na skórce od banana na przedostatnim lub ostatnim zakręcie przed metą. Naprawdę zdziwię się – jeszcze bardziej niż oglądając Leicester na pierwszym miejscu po 25 kolejkach – jeśli coś podobnego nie nastąpi i wkrótce.
Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

14.11.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
09.11.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
21.10.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
20.10.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
01.09.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
31.08.2016, Tomasz Lipiński
Komentarze (0)